O mnie

„Piaf”, Teatr im. J. Kochanowskiego w Radomiu, 2009

 

 

Tomasz Dutkiewicz, reżyser spektaklu "Piaf"

...Znalezienie Piaf było trudne. Ten spektakl nie jest możliwy bez odpowiedniej aktorki do roli Edith Piaf. Oprócz oczywistych uzdolnień aktorka musi mieć odpowiedni figurę i mimikę, albowiem życie francuskiej artystki było wyjątkowo zdeterminowane przez jej wygląd. Dlatego próby do sztuki francuskiej gwieździe piosenki, poprzedziły aż dwa castingi. Myślę, że Katarzyna Jamróz sprostała wyzwaniu jakie niesie ta sztuka...

Katarzyna Jamróz radzi sobie doskonale - fragmenty recenzji spektaklu Barbary Koś

...Już w czerwcowej przedpremierze sztuki widać było, że obu wcieleniami Piaf Katarzyna Jamróz radzi sobie doskonale. Jej Piaf jest drapieżna i wulgarna, prostacka i prymitywna, a jednocześnie gdzieś tam w głębi tęskniąca za uczuciem i rodziną. Na naszych oczach z krzykliwej (...) kobiety, w śpiewie przeistacza się w wielką artystkę. Dysponująca mocnym głosem Jamróz wspaniale radzi sobie z repertuarem Piaf, nadając utworom dramatyczny wydźwięk. Katarzyna Jamróz jako Edith Piaf zbiera brawa po każdej piosence...

Na sztukę "Piaf" chyba nikogo zachęcać nie potrzeba. Katarzyna Jamróz, sceniczna Piaf, już zaczarowała publiczność. Premierowy szał i owacje na stojąco prorokują sztuce długi żywot w repertuarze i są dobrą prognozą w nowym sezonie...

Edith Piaf ożyła- fragment recenzji Krystyny Kasińskiej

...Większe role przypadły Honoracie Witańskiej (Toine, przyjaciółka artystki), która podoba mi się już po raz trzeci, i Katarzynie Jamróz w roli bohaterki opowieści. Aktorka, znana mi świetnie z krakowskiego Lochu Camelota, biesiad Z. Górnego, występów kabaretowych, interpretacji piosenek żydowskich oraz epizodów filmowych zwyczajnie mnie zaskoczyła skalą warsztatu aktorskiego. A przecież Piaf przypomina średnio, jest urodziwa i ma inną barwę głosu. Tyle że Jamróz nie próbuje nawet udawać Piaf, ona ją tylko (?) gra. Ale za to jak! Bywa i zadziorna, i wulgarna, i czuła, nawet wredna. Jest taka scena, kiedy chora Piaf śpiewa - prawdziwy aktorski majstersztyk. A kiedy z ciemnej przestrzeni sceny punktowiec wydobywa sylwetkę śpiewającej piosenkarki, trudno się oprzeć magii teatru i nie ulec wrażeniu, że Edith Piaf ożyła... Naprawdę brakuje mi słów, aby opisać urodę tego spektaklu, więc jedynie zachęcam żarliwie do jego obejrzenia...

 

„Tango Piazzolla", Teatr im. J.Słowackiego w Krakowie, 2007

 

Polska prapremiera sztuki teatralnej napisanej do muzyki Astora Piazzolli- znakomitego kompozytora argentyńskiego i legendarnego geniusza tanga, którego utwory (w tym słynne Libertango) zdobyły w ostatnich latach ogromny rozgłos.
Tango Piazzolla- sztuka zrodzona z wieloletniej fascynacji autorki twórczością Piazzolli- oddaje klimat argentyńskiej knajpki- jednego z typowych miejsc, do których ludzie przychodzą latami tylko po to, by ze sobą zatańczyć. Tu właśnie- jak mówią wyznawcy filozofii tanga- rodzą się i umierają uczucia, tutaj też- tak jak w tym niezwykłym tańcu- spotykają się bliskość i samotność, czułość i zdrada, miłość i śmierć.
Magiczne spotkanie z duchem tanga staje się naszym udziałem za sprawą głównej bohaterki sztuki- młodej dziewczyny z polskiej prowincji śniącej o innym życiu. Tajemnicza przestrzeń wciągnie nas w korowód miłosnych perypetii bohaterów, którzy zawsze kochają silniej, niż są kochani i nieustannie rozmijają się z obiektami swoich pragnień. Wspaniała muzyka, grana na żywo przez Zespół „Tango Bridge" pod kierownictwem Grzegorza Frankowskiego, najpiękniejsze szlagiery Piazzolli i oczywiście namiętne tanga, które przeniosą nas w świat zmysłów i pożądań.

 

„Chicago", Teatr Muzyczny w Gliwicach, 2000

 

 

Cały ten jazz- fragmenty recenzji Doroty Mrówki, Gazeta w Katowicach

...Są tacy, którzy uważają, że musical to przejaw sztuki niskiej, schlebiającej pospolitym gustom. Nie można tego powiedzieć o musicalu "Chicago", który miał swoją polską prapremierę w gliwickim Teatrze Muzycznym.
Historia na pozór tylko banalna. Opowiada dzieje Roxie Hart, młodej kobiety, która zabiła swojego kochanka i czeka na rozprawę w więzieniu okręgowym (w tej roli znakomita Katarzyna Jamróz). Roxie spotyka tam gwiazdę wśród morderczyń, niejaką Velmę Kelly - artystkę estradową, zabójczynię swojego męża i siostry (w jej postać bardzo dobrze wcieliła się Ewa Uryga). Obie starają się wywinąć od odpowiedzialności, wynajmując najlepszego adwokata w mieście. Potrzebna jest im tylko popularność, aby zyskać zainteresowanie opinii publicznej, i zrobią wszystko, aby tak się stało.
Spektakl wyróżnia się także ascetyczną wręcz prostotą formy. Scena ani razu nie tonie w jasnym świetle. Panuje na niej raczej pewien nastrojowy półmrok, światła budują kolejne plany, a ruchome reflektory tną przestrzeń niczym policyjne szperacze.
Z koncepcją reżyserską idzie w parze pomysł scenografa. W przeciwieństwie do typowych musicali, tutaj króluje prostota i umiar: pusta scena odarta z kulis, metalowe rusztowanie i ruchome kraty. To właściwie wszystko. Jeszcze trochę światła - kolorowe świecące węże i na tym koniec.
I wreszcie muzyka, główne tworzywo musicalu. Nawet gdyby kogoś nie przekonała koncepcja reżysera, gdyby znudziła go fabuła, nie może obojętnie przejść obok muzyki (o ile oczywiście lubi jazz). Wykonywana na żywo przez orkiestrę, wyśpiewana przez doskonałe głosy, robi naprawdę duże wrażenie...

 

„Hair", Teatr Muzyczny w Gdyni, 1999

 

„Kochajmy się", Zespół Loch Camelot, 1998

 

 

„Kabaret”, Teatr im.Siemaszkowej w Rzeszowie, 1993

 

 

 
„Hej, kolęda...", Teatr Bagatela w Krakowie, 1993
„Brecce (Wyłomy)”, PWST Kraków, 1992